niedziela, 2 grudnia 2018

Samotni w stollicy 12

        Pierwsze dni z małym dzieckiem w domu nie należały do najłatwiejszych. Chwilami Ula zastanawiała się nawet czy podjęła dobrą decyzję zgadzając się na przeprowadzkę do Marka, a tym samym  rezygnując z przeprowadzki do rodziców. Antoś był taki malutki, a ona nie miała jak dotąd żadnego doświadczenia w opiece nad tak małym dzieckiem. Ostatnim noworodkiem jakiego trzymała na rękach był jej brat, który teraz jest już dorosłym mężczyzną.  W szkole rodzenia uczono ich jak postępować z dzieckiem, ale jednak lalka to nie dziecko. Dodatkowo po cesarskim cięciu wszystko ją ciągnęło, doświadczyła też burzy hormonalnej. Marek starał się pomagać jak tylko mógł, wziął urlop i całe dnie spędzał w domu. Wstawał w nocy gdy Antoś płakał, przewijał albo zwyczajnie podawał go Uli aby mogła nakarmić malca. Babcie regularnie odwiedzały młodych rodziców oferując im swą pomoc. Z każdym tygodniem było coraz łatwiej, Antoś był spokojnym dzieckiem, a Ula powoli odzyskiwała siły.
- Antoś śpi- powiedziała wchodząc do kuchni, gdzie czekał na nią Marek z kolacją- Zawsze zasypia przy karmieniu
- To teraz ty musisz zjeść bo nie będziesz miała siły aby go karmić- mówiąc to podawał jej talerz z sałatką. Po zjedzonej kolacji i posprzątaniu w kuchni oboje przenieśli się do salonu, Marek sprawdzał pocztę, a Ula czytała książkę o opiece nad dzieckiem. 
- Jutro Antoś będzie miał już miesiąc- Ula zagadnęła do Marka przypominając wydarzenia sprzed miesiąca
- Szybko zleciało, prawda?- Marek również delikatnie się uśmiechnął na wspomnienie tych pięknych chwil
- Chyba czas wrócić do poprzedniego życia
- To znaczy?- Marek popatrzył z niepokojem na matkę swojego dziecka
- Musisz wrócić do firmy, jesteś prezesem i pewne decyzje powinieneś podejmować sam. Nie możesz wszystkim obarczać pracowników. Ja czuję się już lepiej i myślę, że poradzę sobie z Antkiem. Zawsze mogę poprosić też o pomoc jedną z babć, obie chętnie pomogą. O moim powrocie do pracy na razie nie ma mowy ale chciałabym wrócić do swojego mieszkania
- Dlaczego?- tylko tyle zdołał powiedzieć, właśnie padły te słowa których najbardziej się obawiał przez ten miesiąc
- Zgodziłam się tu zamieszkać tylko na jakiś czas, do momentu aż będę w stanie sama zająć się małym. Muszę tylko kupić wszystkie potrzebne rzeczy do mojego mieszkania i poinformować Janka, o tym, że będą musieli się z Kingą wyprowadzić- Marek nie pozwolił jej dokończyć
- Proszę nie rób tego, nie zabieraj mi Antka- prosił głosem małego dziecka, które chce lizaka w sklepie
- Marek, ja ci go nie zabieram, możesz nas odwiedzać nawet codziennie.
- Nie chcę być tatą na godziny. Chcę wstawać do niego w nocy, kąpać go, wychodzić na spacery- widział, że Ula się zastanawia- Dlaczego chcesz się wyprowadzić? Źle się tu czujesz? A może ja coś zrobiłem?- Ula zastanawiała się przez moment jak ma odpowiedzieć na to pytanie
- Nie chcę udawać szczęśliwej rodzinki. Wszyscy odbierają nas jako zakochaną parę z dzieckiem, a przecież tak nie jest. Nie jesteśmy parą i nie będziemy
- Naprawdę to takie ważne jak odbierają nas inni? A może ty się boisz że naprawdę stworzymy taką rodzinkę?- widział, że trafił w sedno- Gwarantuję ci nietykalność. Zostańmy parą przyjaciół, którzy mają razem dziecko, bez podtekstów. Nie chcesz mnie, trudno. Już się z tym pogodziłem, ale pozwól mi być tatą na pełny etat. Chcę w pełni uczestniczyć w życiu naszego dziecka- mówił podkreślając słowo "naszego"
- Daj mi czas, muszę to jeszcze raz przemyśleć- ta odpowiedź dała Markowi nadzieję, bo nawet jeśli Ula zdecyduje się wyprowadzić to tą rozmową kupił sobie kilka dni, a te kilka dni przy tak małym dziecku były bardzo ważne. Antoś zmieniał się z dnia na dzień, a on nie chciał niczego przegapić. Ula poszła na górę do swojego pokoju w którym stało łóżeczko. Antoś nadal spał a ona siadając przy łóżeczku myślała o rozmowie, którą właśnie odbyła. Miała mętlik w głowie i kompletnie nie wiedziała co ma zrobić. Z decyzją postanowiła wstrzymać się kilka dni, nie chciała podejmować jej pochopnie. 
       Następnego dnia z rana Marek pojechał do firmy, a Ula zajęła się domowymi obowiązkami. Do rozmowy nie wracali, Marek nie pytał, bo bał się usłyszeć niesatysfakcjonującą dla niego decyzję Uli, a Ula tematu nie zaczynała bo każdego dnia zastanawiała się czy zostając w domu Marka postępuje słusznie. Żyli jak prawdziwa rodzina, ona zajmowała się domem i Antkiem, Marek chodził do pracy, a po pracy pomagał w opiece nad synem. Ula przynajmniej raz w tygodniu starała się choć na chwilę zajrzeć do swojej firmy, co Marek rozumiał i starał się jej to ułatwiać zajmując się w tym czasie Antkiem. Powoli stawali się dla siebie przyjaciółmi, którzy razem wychowują dziecko.

środa, 3 października 2018

Samotni w stolicy 11

       Wizyta Marka na badaniu USG była pewnego rodzaju przełomem w relacjach między Markiem a Ulą. Wcześniej Marek zawsze ustępował, a od momentu gdy pierwszy raz postawił na swoim działo się tak już prawie zawsze. To on decydował w jakim stopniu angażuje się w ciążę. Gdy chciał iść do szkoły rodzenia to pomimo sprzeciwu Uli systematycznie towarzyszył jej na tych zajęciach.
- Ja już wiem dlaczego tak bardzo upierałeś się przy tym uczęszczaniu do szkoły rodzenia- mówiła, wychodząc z budynku tuż po tym jak Marek zdołał pożegnać się z innymi przyszłymi mamami- Podoba ci się że wszystkie przyszłe samotne mamuśki cię podrywają i starają się o twoje względy. Każda chce z tobą ćwiczyć i nie tylko. Co ja mówię samotne, ty nawet mężatki uwodzisz. Każda jest twoja
- Niestety nie każda. Ty jesteś oporna na me wdzięki- mówił to gdy otwierał Uli drzwi do samochodu jednocześnie patrząc uwodzicielsko w jej oczy
- Już wystarczy że raz skusiłam się na twoje wdzięki i teraz wyglądam jak ciężarówka
- Wyglądasz pięknie- ton głosu, spojrzenie w oczy sprawiały, że wiele kobiet uwierzyłoby w prawdziwość owego stwierdzenia ale Ula do tego typu kobiet nie należała
- Jak ty świetnie umiesz kłamać. Tylko że ja mam lustro i widzę jak wyglądam
- To gdzie jedziemy? Może jakiś obiad?- zapytał gdy odpalał silnik samochodu, a dalszą rozmowę na temat wyglądu Uli uznał za bezsensowną, bowiem toczona była już nie raz 
- Ja chce do domu. Zmęczona już jestem, a obiad dostałam od mamy wystarczy tylko podgrzać- Marek przystał na propozycję i wykręcił w stronę jej mieszkania. Drogę tą znał bardzo dobrze bowiem był częstym gościem w mieszkaniu Uli. Dlatego też gdy weszli do mieszkania to on zabrał się za podgrzewanie maminego obiadu. Widział że ostatnie tygodnie dla Uli są coraz cięższe i dziecko daje jej popalić, dlatego starał się pomagać jej we wszystkim w czym tylko pozwoliła sobie pomóc.
- Kiedy się przeprowadzasz do tego nowego mieszkania?- zapytał gdy pierwszy głód został już zaspokojony
- W tym tygodniu. Od trzech dni dziewczyny w biurze radzą sobie same, a ja dzięki temu będę mogła się skupić wyłącznie na przeprowadzce. Na Siennej mam już wszystkie meble, teraz muszę się tylko spakować i przewieźć te rzeczy. Nie mam tego dużo więc mam nadzieję że szybko pójdzie.
- Z Jankiem i Sebastianem pomożemy ci w przewożeniu rzeczy. We trzech szybciej pójdzie- Ula przystała na propozycję Marka, bowiem cicho liczyła na to że Marek i Janek jej pomogą. Chciała też poznać Sebastiana, ponieważ Marek często mówił o tym ojcu idealnym- A może jednak przeprowadzisz się do mnie?- zapytał pomimo, że wiedział co odpowie
- Marek, ile my już razy wałkowaliśmy ten temat?
- Odpowiednio dużo abyś w końcu powiedziała tak
- A mi się wydaje że jednak niewystarczająco, bo nadal nie zrozumiałeś słowa nie. Żadna nigdy nie powiedziała ci nie?- po pytaniu Uli Marek udawał, że się nad czymś zastanawia po czym po chwili odpowiedział
- Jedna powiedziała. Od momentu gdy cię poznałem powiedziałaś to co najmniej sto tysięcy razy
- A ty nadal nie rozumiesz
- Kiedyś powiesz tak- w głosie Marka wyraźnie słyszała z jaką pewnością to mówi, a takie zachowania sprawiały, że nie miała ochoty na dalszą rozmowę. Tak bardzo przypominał jej takim zachowaniem Piotra, a to przywoływało wspomnienia do których nie chciała wracać
- Teraz to ja ci mogę jedynie powiedzieć, że jestem zmęczona i chciałabym się już położyć. Antoś jak zawsze całą noc się wiercił, kopał i nie wiem co jeszcze. Teraz gdy on śpi chciałabym i ja się zdrzemnąć
- Dobrze, już dobrze. Zaraz sobie idę
     Po wyjściu Dobrzańskiego Ula tak jak mówiła zasnęła i przebudziła się dopiero po północy, kiedy to jej syn rozpoczął swoją zabawę. Ona sama wiedząc, że nie zmruży oka zabrała się za pakowanie rzeczy. I choć wydawało się, że nie ma tego dużo to jednak było tego więcej niż się spodziewała. Do porodu zostały niecałe dwa tygodnie, a na ten czas zaplanowaną miała przeprowadzkę a następnie urządzenie pokoju i skompletowanie wyprawki dla Antosia. Dotąd nie chciała tego robić ponieważ w planach miała przeprowadzkę a dodatkowe rzeczy byłyby utrudnieniem. Była też przekonana, że urodzi po terminie bowiem wszystkie kobiety jakie zatrudniała u siebie w biurze synów rodziły po terminie
    W sobotni poranek tak jak obiecał Marek trzech panów stawiło się w mieszkaniu Uli aby poprzewozić kartony do nowego mieszkania. Wszystko to szybko im poszło bowiem w południe wszystko było już na Siennej
- Dziękuję wam bardzo, bez was nie dałabym rady- powiedziała Ula gdy ostatnie kartony ustawiane były w salonie- Teraz zapraszam was na obiad
- Dziękuję za zaproszenie, ale Wiola na mnie czeka bo mamy jechać z dzieciakami na zakupy- Sebastian wytłumaczył się po czym szybkim krokiem opuścił mieszkanie
- Ja jestem umówiony z Kingą. Wiesz ona ciągle marudzi że poświęcam jej za mało czasu- Janek również miał wytłumaczenie aby czym prędzej opuścić mieszkanie siostry
- A ty z kim jesteś umówiony?- zapytała Marka gdy zostali już sami
- Ja jestem cały dla ciebie
       Tym oto sposobem cały dzień spędzili razem. Najpierw obiad, a potem Marek pomagał w rozpakowywaniu kartonów. Gdy za oknem było już ciemno oboje zasiedli na kanapie zmęczeni
- Coś się dzieje?- zapytał gdy zauważył na twarzy Uli delikatny grymas
- Antoś jest już duży i chyba zaczyna brakować mu miejsca więc strasznie się wierci i wpycha nóżki wszędzie gdzie się tylko da. Chcesz dotknąć?- zapytała wskazując na brzuch. Oczywiście chciał, a po chwili na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Twarz Uli ponownie wygięła się pod wpływem bólu
- Na pewno wszystko w porządku?
- To te skurcze przepowiadające o których mówił lekarz. Tylko że nigdy nie były takie mocne. 
- Jedźmy do szpitala to sprawdzić- pomimo początkowej niechęci Uli do tego pomysłu Marek jak i coraz silniejsze skurcze przekonały ją do wizyty na izbie przyjęć. Niestety tego dnia dyżur pełnił tylko jeden lekarz a potrzebujących było aż nadto. Dopiero po trzech godzinach Ula została zbadana a następnie przewieziona na salę porodową. Lekarz powiedział, że na pewno urodzi tej nocy ale tak się nie stało, pomimo mocnych skurczy jakie męczyły ją całą noc. Dopiero nad ranem stwierdzono, że konieczne będzie wykonanie cesarskiego cięcia a już po godzinie Marek mógł zobaczyć swojego syna. 

    Jego szczęście było tak wielkie że chciał podzielić się nim ze wszystkimi dlatego też zdjęcia Antosia zostały wysłane zarówno do rodziny jak i do znajomych. Niedługo po tym w szpitalu pojawili się dumni dziadkowie, którzy chcieli jak najszybciej zobaczyć wnuka jak i pogratulować młodym rodzicom. Ula z odwiedzin nie była zadowolona ponieważ była zmęczona, a przez podane znieczulenie nie mogła się ruszać co nie było przyjemne. Dziadkowie zachwyceni byli malcem i nie mogli zgodzić się w kwestii do kogo malec jest bardziej podobny. Gdy dziecko zostało zabrane przez pielęgniarkę wszyscy swoją uwagę przelali na Ulę.
- Ula, nie poradzisz sobie sama z dzieckiem. Jesteś po cesarce, a to jednak operacja dlatego wspólnie z ojcem uznaliśmy, że przeprowadzę się do ciebie aby pomóc ci w opiece nad Antosiem- Magda zaoferowała swoją pomoc
- Albo możesz ty przeprowadzić się do nas- dodał Józef- Twój pokój nadal jest wolny więc tylko wstawimy tam łóżeczko dla małego
- A może zamieszkasz u mnie? Pokój Antosia jest już urządzony, a twoje rzeczy mogę przewieźć z Siennej teraz gdy jesteś jeszcze w szpitalu- Marek także dorzucił swoją propozycję
- Sami sobie nie poradzicie, przecież wy nie macie bladego pojęcia o takich małych dzieciach, a Antoś jest wcześniakiem. Potrzebuje specjalnej opieki, dlatego lepiej aby Ula zamieszkała u nas- Magda przekonywała Marka do swoich racji 
- Moim zdaniem najważniejsze aby ojciec był przy dziecku a wszystkiego stopniowo będą się uczyć- swoje zdanie wyraził także Krzysztof
- Tylko że nie ma czasu na stopniową naukę bo dziecku potrzebna jest już teraz doskonała opieka
- Ma pani rację- Helena zgodziła się z Magdą- Ale przecież możemy ich odwiedzać i pomagać. Nie musimy od razu z nimi mieszkać. Dziecku potrzebna jest matka jak i ojciec dlatego młodzi powinni zamieszkać razem- Helena poparła syna a Magda szykowała już kolejny kontrargument. Marek postanowił przerwać toczącą się dyskusję pomiędzy rodzicami
- A może pozwólmy Uli samej zdecydować?- zaproponował świeżo upieczony ojciec
- Chciałabym wrócić do swojego mieszkania
- Dobrze córeczko, przeprowadzę się do ciebie jeśli tak wolisz- Magda weszła w słowo córce
- Mamo dasz mi dokończyć? Chciałabym wrócić do swojego mieszkania ale wiem że na początku będzie mi bardzo ciężko dlatego- przerwała na chwilę aby ostatni raz przemyśleć swoją decyzję- Marek chciałabym skorzystać z twojej pomocy
Marek nie krył swojej radości, natomiast Cieplakowie decyzją córki rozczarowali się. Dlatego też niedługo po tym Cieplakowie opuścili szpital a wraz z nimi wyszli też Dobrzańscy
- Marek chciałabym abyś miał świadomość, że przeprowadzę się do ciebie tylko na kilka pierwszych tygodni a potem wracam do siebie. 
- Prześpij się bo widać, że jesteś zmęczona. A o tym co będzie za kilka tygodni porozmawiamy jak będziemy już w domu

środa, 29 sierpnia 2018

Samotni w stalicy 10

   Ula po wielu namowach ze strony Marka w końcu uległa i zgodziła się na zapoznawczy obiad z jego rodzicami. Wiedziała że jest to nieuniknione, bo przecież ci ludzie będą dziadkami jej dziecka, a do porodu było coraz bliżej. Wcześniej nie chciała tego spotkania z dwóch powodów. Pierwszy z nich to fakt, że o ciąży nie chciała myśleć a tym bardziej mówić. Teraz było to już nieuniknione bowiem jej brzuszek był widoczny z daleka. Natomiast drugim z powodów były zwyczajne obawy przed tym w jaki sposób przebiegnie to spotkanie, a także jak ułoży się jej znajomość z dziadkami dziecka. Wiedziała, że są bardzo zamożnymi ludźmi, ale gdy wjechała z Markiem jego sportowym autem na podjazd i ujrzała piękny, duży dom z ogrodem, w którym pracował ogrodnik miała ochotę uciec. Marek nie pozwolił jej na to i spokojnie poprowadził w stronę głównego wejścia. W drzwiach powitani zostali przez panią Zosię, która była pomocą domową seniorów Dobrzańskich. W salonie oczekiwali na przyszłych rodziców seniorzy, którzy z wielką uprzejmością powitali Ulę i zaprosili na obiad który podawała pani Zosia. Zajadali się wymieniając pojedyncze uwagi i dopiero gdy podany został deser Dobrzańscy chcąc lepiej poznać Ulę zadawali pytania dotyczące jej samej jak również jej rodziny, pracy.  Padło nawet pytanie o to jak się z Markiem poznali. I o ile w odpowiedzi na poprzednie pytania Marek Uli nie przeszkadzał to tym razem postanowił sam odpowiedzieć.
- Przypadkiem, w parku obok firmy- Dobrzańska widząc, że syn wolałby o tym nie mówić poprowadziła rozmowę w innym kierunku
- A czy znacie już płeć dziecka?
- Jeszcze nie, na ostatnim badaniu nie było jeszcze widać ale myślę, że w czwartek już będę wiedziała. Mam badanie USG więc jeśli tylko dzidziuś się dobrze ułoży to będzie wiadomo. Po wyjściu z gabinetu od razu zadzwonię do Marka z tą wiadomością, a on przekaże ją państwu- mówiąc to zauważyła na twarzy młodego Dobrzańskiego coś w rodzaju złości czy niezadowolenia. Zastanawiała się co takiego powiedziała co mogło mu się nie spodobać. Sprawa ta wyjaśniła się dopiero w samochodzie gdy Marek odwoził ją do mieszkania
- O której i gdzie masz to badanie USG?- wplótł pytanie w rozmowę gdy Ula się tego kompletnie nie spodziewała licząc, że uda mu się wyciągnąć z niej tą wiadomość. Ula jak do tej pory wizyty u lekarza trzymała w tajemnicy i dopiero po wizycie informowała go że wszystko jest w normie. Do tej pory nie przeszkadzało mu to jakoś bardzo, ale tym razem było inaczej. Badanie USG to nie jest taka zwykła comiesięczna wizyta. Marek doskonale pamiętał, że gdy Sebastian wracał z takiego badania zawsze był szczęśliwy i z prawdziwym rozczuleniem opowiadał mu o biciu serduszka swojego dziecka. On również pragnął zobaczyć i usłyszeć swojego potomka.
- O piętnastej w tej przychodni niedaleko mojej pracy- powiedziała nieświadoma powodów pytania Dobrzańskiego 
- Postaram się nie spóźnić, będę musiał tylko przełożyć jedno spotkanie
- Poradzę sobie sama. Nie jesteś potrzebny na badaniu- to zdanie często słyszał od Uli, była typową Zosią samosią, która ze wszystkim poradzi sobie sama, a on do niczego nie był jej potrzebny
- Cały czas mi powtarzasz, że nie jestem potrzebny, a ja myślę że dla dziecka potrzebny jest zarówno ojciec jak i matka. Poza tym chcę zobaczyć nasze maleństwo- tłumaczył spokojnie mimo, że miał ochotę krzyczeć
- Pokażę ci zdjęcia- tym chciała zakończyć rozmowę i wysiąść z samochodu bowiem Marek właśnie parkował na parkingu pod jej blokiem
- Chcę zobaczyć jak ono się rusza, usłyszeć jego serduszko
- Mało mnie obchodzi co ty chcesz. Ja nie chcę abyś był obecny przy badaniu więc to uszanuj- trzasnęła drzwiami i tym zakończyła temat. Mimo, że temat dla Uli był zakończony to w głowie Marka cały czas toczyła się wojna na temat tego co powinien zrobić. O radę poprosić zamierzał doświadczonego już ojca, a jednocześnie swojego przyjaciela. Odkąd tylko dowiedział się że będzie ojcem z większym zainteresowaniem słuchał opowieści Sebastiana dotyczących jego dzieci, częściej też odwiedzał jego dom aby przyzwyczaić się do obecności dzieci. Po opisaniu całej sytuacji przyjacielowi, Sebastian wpadł na pomysł jak wytłumaczyć zachowanie Uli
- A może to tak naprawdę nie jest twoje dziecko?- zasugerował, po czym wyjaśniał swój tok myślenia- Wiesz podczas badania lekarz poda wiek ciąży, a jeśli nie będzie się zgadzał z tym który pamiętasz ty to wyda się jej kłamstwo
- Ula nie kłamie, ona nie potrafi kłamać- Marek był pewny tego co mówi- Jest szczera, a poza tym jaki miałaby interes aby wrabiać mnie w ojcostwo? 
- No wiesz, do biednych nie należysz
- Ona też nie. Ma własną firmę, która dobrze funkcjonuje i na pewno nie chodzi jej o moje pieniądze. Cały czas powtarza że niczego ode mnie nie chce
- Skoro tak twierdzisz- rzekł nie do końca przekonany- Radziłbym jednak iść na to badanie i to sprawdzić, a po urodzeniu dziecka powinieneś zrobić też badania DNA. To nie boli a będziesz miał pewność- Sebastian widział, że to co mówi nie podoba się Markowi więc zakończył temat badań na ojcostwo- Oczywiście zrobisz jak zechcesz, ale USG to fajna sprawa i nie powinna cię ominąć, dlatego przestań jej ciągle ustępować. Postaw choć raz na swoim
   Marek zdopingowany przez Sebastiana wiedział, że w badaniu chce uczestniczyć, nawet gdyby miałoby to zdenerwować Ulę. Pozostała tylko kwestia zlecenia Darii spotkania z dostawcą materiałów, bowiem był to jedyny pasujący dla niego termin. Wiedział, że z tym nie będzie problemu bowiem Daria ponownie postanowiła uwieść szefa i była gotowa na wszystko. Tuż po powrocie od Sebastiana poprosił sekretarkę aby znalazła dla niego Darię. A już po dziesięciu minutach brunetka była w jego gabinecie
- Fajnie że już jesteś
- Ja też się bardzo cieszę, że nareszcie się namyśliłeś- usiadła na biurku  wypinając dekolt w jego stronę
- Chyba się źle zrozumieliśmy- mówił, odsuwając się w przeciwną stronę- W czwartek mam umówione spotkanie z dostawcą materiałów, ale nie mogę na nim być. Dlatego pójdziesz ty, o piętnastej w Ogrodzie smaków
- A może powiesz co ci takiego ważnego tak nagle wypadło?
- Daria ja ci się nie muszę tłumaczyć- kobieta w tym momencie złapała Dobrzańskiego za krawat, chcąc doprowadzić do pocałunku, prezes jednak szybko zareagował- Przestań!- krzyknął na tyle głośno, że słychać to było także poza gabinetem prezesa- Nigdy nic między nami nie będzie. Jestem szczęśliwy z inną kobietą i właśnie czekamy na dziecko. Więc bardzo cię proszę uszanuj to i przestań mi się narzucać.
   Od momentu upomnienia Darii przez prezesa wszyscy w firmie dowiedzieli się, że Dobrzański zostanie ojcem. Jednak po firmie krążyło wiele wersji tego kto jest matką dziecka. Marek zbierał od pracowników gratulacje, ale nikt nie był na tyle odważny aby zapytać o partnerkę. Czwartek niczym nie różnił się od poprzednich dwóch dni, kiedy to co chwilę ktoś gratulował prezesowi potomka. Marek dopiero po reakcji pracowników zdał sobie sprawę z tego jak bardzo zaskakująca jest wiadomość o następcy. Przecież był mężczyzną grubo po trzydziestce, który od dobrych sześciu lat prowadził życie emeryta. Bowiem odkąd Sebastian związał się z Violettą, Markowi również znudziły się kluby. Zerwał także z romansami w pracy, choć nie było to łatwe bo odnosił wrażenie że z wiekiem podobał się kobietom jeszcze bardziej.

   Do przychodni wszedł punktualnie o piętnastej i od razu znalazł czekającą na korytarzu Ulę, która na jego widok zareagowała dokładnie tak jak się tego spodziewał. Przysiadł na krześle obok, ale Ula udawała że go nie zna. Po kilku minutach z jednego z gabinetów wyszła pielęgniarka odczytując nazwisko Urszuli Cieplak. Ula wstała a do Marka powiedziała na tyle cicho aby słyszał to wyłącznie on: "Ty zostajesz" Został tak jak chciała. Nie potrafił przeciwstawić się tej kobiecie. Nie chciał jej denerwować, bo przecież dobro dziecka jest najważniejsze. Ula rozmawiając z lekarzem o swoich dolegliwościach była pewna, że dobrze zrobiła zostawiając Marka pod drzwiami. Pewność ta opuściła ją w chwili gdy zobaczyła maluszka na ekranie. Poprosiła wtedy pielęgniarkę obecną przy badaniu aby zawołała Marka Dobrzańskiego, który czeka w poczekalni. Sam zainteresowany wchodził do gabinetu zdenerwowany bowiem był pewny, że skoro może wejść to z dzieckiem jest coś nie tak. Jego obawy szybko zostały rozwiane i mógł obserwować swego synka na ekranie. Oboje z badanie wychodzili uśmiechnięci, dziecko rozwijało się prawidłowo a to przecież najważniejsze
- Jak go nazwiemy?- zapytał gdy oboje wyszli na świeże powietrze
- Nie wiem, mamy jeszcze dużo czasu na podjęcie decyzji- odpowiedziała ze spokojem otwierając pilotem swoje auto
- Ula, dziękuję że zmieniłaś zdanie
- Co robisz w niedzielę?- zapytała tak jakby nie słyszała jego podziękowań
- Nie mam jeszcze planów
- Może pojedziesz ze mną do moich rodziców na obiad?- zapytała czym wprawiła Marka w jeszcze większe zaskoczenie, dotąd nawet nie chciała słyszeć o przedstawieniu go rodzicom
- Jasne- tylko tyle był w stanie powiedzieć
- To fajnie. Obiecałam rodzicom, że pokażę im zdjęcie dziecka. Strasznie nie mogą się doczekać. A ty też zadzwoń do swoich rodziców i powiedz że będą mieli wnuka
- Na pewno się ucieszą- powiedział a już po chwili machał na pożegnanie odjeżdżającej Uli. Marek wykonał telefon do rodziców a następnie do Sebastiana. Chciał wszystkim powiedzieć, że będzie miał syna ale tak naprawdę nie miał wielu osób, które by ten fakt obchodził. 

   Obiad u rodziców Uli przebiegł w miłej atmosferze, Cieplakowie starali się poznać bliżej Marka. Bo o ile na weselu mieli nadzieje, że jest to chwilowa znajomość córki to teraz wiedzieli, że ten mężczyzna będzie stale obecny w życiu Uli, a więc również i ich życiu. Po obiedzie w domu rodzinnym Ula zaprosiła Marka do siebie proponując mu ciepłą herbatę, bowiem na zewnątrz królowała zima. 
- Twój tato wspomniał o Piotrze, ale szybko zmienił temat, to jakiś twój były?- pytał pełen obaw, że Ula nie zechce odpowiedzieć albo co gorsza zdenerwuje się. Ku jego zdziwieniu Ula pytanie to potraktowała dość obojętnie
- Byliśmy razem pięć lat, w tym trzy zaręczeni, a zerwaliśmy miesiąc przed tym jak poznałam ciebie. Dlatego rodzice jeszcze o nim mówią. Zdążyli się już przyzwyczaić że będę żoną Piotra i to jego dzieci urodzę. 
- Pięć lat to dużo. Nie chcę być wścibski ale dlaczego zerwaliście?- dopytywał
- Piotr mnie zdradził- Marek pokiwał głową na znak że ją rozumie, ale wtedy ona zrozumiała, że użyła nie odpowiednich słów- Ale nie z inną kobietą. Piotr chciał mieć dziecko, a ja chciałam aby wszystko było po kolei. Najpierw ślub, potem dziecko. A ze ślubem zwlekałam, bo praca była najważniejsza. Piotr próbował wielu sposobów aby ustalić datę ślubu, ale ja miałam swoje priorytety. Dlatego zaszedł mnie z drugiej strony. Na treningu koszykówki upadł i podobno sobie "coś" uszkodził, potem zrobili mu badanie tego narządu i okazało się że jest bezpłodny. Wtedy rozpoczął swój teatrzyk, wielka rozpacz bo nie jest prawdziwym mężczyzną i tak dalej. Uwierzyłam mu i na jego prośbę odstawiłam tabletki. Wszystko to zmyślił, wyniki badań były podrobione, a że jest lekarzem to nie było to dla niego problemem. Sprawa wydała się pół roku później gdy z samego rana zwymiotowałam. Piotr był szczęśliwy, że jestem w ciąży a ja nie wierzyłam w tą opcję bo przecież nie zdradziłam go a on  był bezpłodny. Wtedy wszystko mi powiedział. Wkurzyłam się i wyprowadziłam do tego mieszkania bo było dostępne od zaraz. Lekarz wykluczył ciążę a ja byłam wniebowzięta że matką nie zostanę. Po tej sytuacji zdałam sobie sprawę, że nigdy dziecka nie chciałam. Za tą ciążę też winie po części jego, bo to dla Piotra zrezygnowałam z tabletek a po rozstaniu z nim nie było potrzeby aby się zabezpieczać- Marek dopiero teraz wiedział wszystko 
- Powiedziałaś, że nigdy nie chciałaś mieć dzieci, ale teraz chcesz?- Marek pytał pełen obaw, że usłyszy odpowiedź negatywną a Ula przez chwilę zastanawiała się nad odpowiedzią
- Nie wiem. Gdy dowiedziałam się o ciąży byłam pewna, że tego dziecka nie chcę. A teraz zaakceptowałam to że będę matką. Gdy czuję jak się porusza- w tym momencie pogłaskała swój brzuch- wiem że nie jestem sama. Wszystko powoli się zmienia, na początku nawet nie chciałam cię widzieć a teraz zwierzam ci się.
- A czym że to tak zawiniłem?
- Ty się jeszcze pytasz? Piotr przez pół roku, a właściwie to przez cały nasz związek próbował zrobić ze mnie kurę domową, która grzecznie siedzi w domu z dzieckiem. A tobie udało się to za pierwszym razem
- Ale ja nie zamierzam zamykać cię w domu z dzieckiem. Podoba mi się, że masz pracę którą lubisz i nie oczekuję, że przez dziecko nagle z tego zrezygnujesz. Chciałbym cię tylko prosić abyś trochę zwolniła, ale mam nadzieję że sama to rozumiesz. 
- Wiem, już wybrałam dwie dziewczyny które będą kierowniczkami. Teraz wprowadzam je w moje obowiązki, a gdy urodzę to one je przejmą, a ja będę jedynie czasami wpadać aby skontrolować sytuację- Marek nie krył zadowolenia, bowiem ta wiadomość znacznie go uspokoiła- Muszę znaleźć też jakieś większe mieszkanie bo codziennie wózka na drugie piętro po schodach nie będę wnosić 
- A może przeprowadzisz się do mnie? Mam duży dom, na pewno się pomieścimy- zaproponował mając nadzieję że się zgodzi
- Nie zapominaj że łączy nas jedynie dziecko. Mieszkanie razem nie wchodzi w grę. Będziesz mógł zabierać go do siebie ale ja z tobą mieszkać nie będę. A tak w ogóle to musimy wybrać dla niego jakieś imię bo mam dość mówienia o nim mały, gdy jak na swój wiek, to jest całkiem spory 
  
Mam prośbę: Pomóżcie wybrać Uli i Markowi imię dla ich synka :)
Na propozycje czekam w komentarzach